Kasia

Impreza dogorywała. Nie ma co się zresztą dziwić – była już późna noc, przelało się morze alkoholu, a i tańcom nie było końca. Gospodyni zakomenderowała pójście spać bo i wyrwać się z tej wsi o tak późnej porze nie było łatwo. Ale jak tu pomieścić kilkanaścioro osób w dwóch wykończonych pokojach? Cóż.. na szczęście gospodarze parapetówki byli przewidujący i kupili wcześniej dmuchane materace. Byli przewidujący na tyle, że materace czekały w niewykończonym pokoju już nadmuchane i gotowe do użycia bowiem nadmuchiwanie ich w obecnym stanie gości mogło raczej być przyczyną pożaru lub wybuchu.Kasia bawiła się świetnie. Teraz czuła się co najmniej… na lekkim rauszu. No może ten rausz nie był taki lekki. Świat wirował, ciało jeszcze czuło rytm zakończonej przed chwilą piosenki, ale już odmawiało posłuszeństwa. Jako, że panie mają pierwszeństwo udała się w miarę szybko do łazienki gdzie dokonała podstawowych zabiegów higienicznych, przebrała się w długi nieromantyczny T-Shirt. Zabiegi były czysto podstawowe – bo na inne nie miała już siły, a potem wróciła do pokoju wysłanego materacami i.. padła. Jeszcze chwilę trwało zamieszanie i głośne poganianie korzystających z łazienki i światło zgasło.Słychać było cichnące śmiechy i rozmowy, ale pojawiły się już pierwsze posapywania i pochrapywania osób oddanych w ramiona Morfeusza. Kasia wpadła już w błogi letarg gdy poczuła, że ktoś ją nakrywa kocem. Zaspanym głosem mruknęła podziękowanie i położyła się w ulubionej pozycji – na brzuchu z podkurczoną prawą nogą. Zamknęła ponownie oczy i zasypiała. Gdzieś (więcej…)

Mikst

W pubie nie działo się nic ciekawego. Nikt nawet nie skierował na mnie wzroku, gdy weszłam do środka. Ot, zwykły wieczorek- muzyka klubowa, kilka grupek podchmielonych mężczyzn w towarzystwie pięknych pań. Usiadłam na wysokim, barowym krześle, zakładając nogę na nogę. Poczułam, jak ciasna sukienka napina się na mych pośladkach. Zamówiłam Krwawą Mary (prosto z Londynu) i zlustrowałam uważniej towarzystwo. W obu kątach dominowało męskie grono, z w połowie opróżnionymi kuflami piwa na stołach. Trzy stoliki pośrodku zajmowały kwartety damsko-męskie, chyba zwyczajne przyjacielskie wyjście. Puściłam zalotnie oczko do jedynego wpatrującego się we mnie faceta. Uśmiechnął się i zaczął rozmawiać ze swoim kumplem, ale ani razu nie wskazał mnie ręką ani nawet skinął głową w moim kierunku. Chyba mnie olał. Zdegustowana wypiłam kilkoma łykami podanego drinka. Dziesięć funtów za wódkę z sokiem pomidorowym? Porażka, ale zapłaciłam. Schodząc z krzesła chyba zeskoczyłam zbyt gwałtownie, bo dolny rąbek sukienki podwinął mi się aż do pachwin. Szybko poprawiłam odzież i zarumieniona rozjerzałam się po twarzach ludzi. Dosłownie nikt nie zainteresował się roznegliżowaną i podpitą Latynoską. „Co za kraj, co za ludzie…”- przypomniała mi się oglądana kiedyś komedia w jednej z niskobudżetowych stacji telewizyjnych. Jak się nazywała? Polonia? Oglądałam film tylko dlatego, że były napisy po angielsku. Całkiem śmieszny, o kobietach, które opanowały świat. Z taką fajną sceną na końcu- kamera skierowana na członka niemowlaka (o dziwo!) płci męskiej, który nie miał prawa się urodzić.Wyszłam (więcej…)